Natomiast co do zarzutów pokroju:
Sel napisał(a):
Babci, która zamiast zająć się chorym wnuczkiem da mu na obiad chipsy, a sama pójdzie nawracać niewiernych. Ojca, który po pracy zamiast zająć się własnym dzieckiem będzie się plątał po obcych domach itp. itd. Mogłabym tak jeszcze długo i to nie są zasłyszane wiadomości, tylko "z mojego podwórka".
Odpowiem tylko, że część mojej rodziny należy do ŚJ. Nie wypowiadam się za ogół, ale ich znam osobiście od dziecka, i wiem że są wspaniałymi ludźmi. Nigdy nie próbowali mnie nawracać, mają swoje problemy jak każdy, ale są bardzo pogodni i wrażliwi. Nigdy nie sprawiali wrażenia "odurzonych". Życzę wielu ateistom i katolikom, by przeżywali swoje życie tak jak oni. Tym bardziej, iż poza ww. przypadkiem odnośnie krwi nie szkodzą oni nikomu. A ileż jest na tym świecie wierzeń i filozofii, które zapisały krwawe karty historii?
Co do znajomości ŚJ PŚ i ich zdolności jego cytowania.
Po pierwsze co najmniej dyskusyjne jest dla mnie traktowanie Biblii jako Księgi Natchnionej.
Po drugie, co nam po słowach, skoro każdy inaczej je rozumie (jak bardzo inaczej okazało się np. podczas mojej polemiki w pewnym temacie z burym).
Po trzecie w końcu - moim zdaniem nie tędy droga. Podoba mi się to, iż to są pogodni, szczęśliwi, wspierający się ludzie. Ale tak naprawdę nie jest ważna znajomość PŚ, bo i bez tego można być dobrym człowiekiem. Więc zamiast chodzić po domach i nawracać, lepiej jest "nawracać" innych po prostu żyjąc dobrze, uczciwie, pomagając innym. Używać takiej "miękkiej siły", czyli ludzie którzy widzą jak żyjemy chcą żyć tak jak my, i przez to stają się do nas podobni, przyjmują nasze wartości za własne.
Pozdrawiam.





